Jesień w Beskidzie Śląskim. Spotkania z mocą...

Dzisiaj miałem okazję podziwiać piękną jesień w Beskidzie Śląskim. Z Bielska-Białej autobusem linii 8 dotarliśmy do doliny Olszówki u stóp Beskidu Śląskiego, z której rusza kolej linowa na Szyndzielnię. Tym razem – pierwszy raz od kilku lat – niebieskim szlakiem dotarliśmy na Szyndzielnię pieszo. Zresztą i tak nie było innej możliwości, gdyż siła wiatru była tak ogromna, że gondole stały w miejscu.
Szyndzielnia (1028 m n.p.m.)  zwana była kiedyś także Gaciokiem. Stoi tam wybudowane w 1987 r. pierwsze schronisko w polskich Beskidach postawione jeszcze przez niemieckie towarzystwo górskie Beskidenverein.


Po wypiciu kubka herbaty z termosu, ze znajdującego się tutaj węzła szlaków ruszamy w kierunku północno-zachodniego pasma Błotnego, omijając Klimczok – w kierunku Wapienicy.

Bardzo szybko docieramy do Trzech Kopców (1081 m n.p.m), oznaczonych jedynie małą tabliczką na drzewie. Wiele razy to miejsce zbiegu granic powiatu bielskiego i cieszyńskiego  mijałem nie mając żadnego pojęcia o jego historii i znaczeniu.


Nazwa pochodzi od kopców granicznych między Brenną, Wapienicą i Szczyrkiem. Szliśmy tędy naprawdę wiele razy i nigdy nie zauważyłem, że przy szlaku znajdują się porośnięte mchem ruinki.



W latach trzydziestych postawione tutaj było prywatne schronisko, które w 1938 r. zostało przejęte przez oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Białej. Budynek bardzo ucierpiał w czasie wojny. W pobliżu Niemcy pobudowali swoje umocnienia, zaś od zimy 1944 r. do wiosny 1945 r. przebiegała tędy linia frontu. Pozostałości schroniska rozebrano w 1948 r.

Niestety dopiero po powrocie z wycieczki doczytałem, że na południowym zboczu znajduje się jedna z najdłuższych osuwiskowych jaskiń w polskich Karpatach fliszowych, w której podobno mieli swoją kryjówkę zbójnicy Klimczoki, zaś na północnym zboczu odkryto niezbadane dotąd kopczyki kamienne, które znajdują się także dalej na trasie naszej wędrówki na Palenicy – najpewniej miejsca dawnego kultu. Na szczęście bywamy tutaj bardzo często.

Idąc dalej docieramy do miejsca, z którego widać polanę przy Błatniej.


Szybko docieramy do samej polany.



 Gdzie niegdzie zalega śnieg, a na polanie wieje bardzo silny wiatr, porywając czapki i szaliki. Jest piękny słoneczny, jesienny dzień. Wieje tak bardzo, że trudno stać.



 Przygotowane w domu kanapki i reszta gorącej herbaty z termosu zostaje skonsumowana w schronisku na Błatniej (917 m n.p.m.). Prawidłowa nazwa, do której ostatnio się powraca do Błotny. Schronisko zbudowane została w latach 1925-26 przez niemieckie towarzystwo Naturfreunde z pobliskich Aleksandrowic. Z Błotnego rozciąga się przepiękna panorama.



Idąc dalej szlakiem w kierunku Palenicy (688 m n.p.m.) docieramy do miejsca, które przez wiele lat przykuwało moją uwagę. Do miejsca mocy i pozytywnej energii. Do miejsca kultu, które pozytywną energię zbierało nie tylko w czasach chrześcijańskich, ale najpewniej także znaczenie wcześniej. Nazwa Palenica może wskazywać na miejsce palenia sakralnego ognia lub składania ofiar – na co są pewne dowody.


Spacerując tędy wiele razy widziałem skromną informację o znajdującym się gdzieś w pobliżu uroczysku – jakimś dawnym kultowym miejscu.
Dopiero po kilku latach zdecydowałem się kiedyś zejść z głównego szlaku i dotrzeć do pobliskiego miejsca konspiracyjnych spotkań luteran, które odbywały się tutaj w XVII w. w okresie kontrreformacji. O tym jednak chętnie napiszę kolejny post, okraszony krótkim filmem. TUTAJ






Zbocze Wysokiego to leśny kościół luterański, zaś Palenica to podobno także niewielkie kopce kultowe z okresu przedchrześcijańskiego i grodzisko z tamtego okresu. Jednak tym tematem zajmę się na następnym spacerze.

Poprzednio miałem okazję być tutaj w księżycową jasną noc, w totalnej ciszy, która nie wydawała mi się straszna. Tym razem dotarliśmy do tego miejsca w wigilię Wszystkich Świętych, a słońce zaczęło już mocno chylić się ku zachodowi wydobywając specyficzne barwy pejzażu.





0 osób skomentowało:

Prześlij komentarz

top